Karina Semków

Wokal - Śpiew jest głównym nośnikiem emocji w muzyce. To naturalny instrument, najczystsza forma wyrażania siebie.

The One Ahead

On the edge of time - Kup album Progressio

Karina Semków jest wokalistką zespołu The One Ahead. Wspólnie ze Szczepanem Wojsą współtworzy teksty utworów oraz komponuje linie melodyczne do muzyki zespołu.

Jak u ciebie zaczęła się przygoda z muzyką?

Muzyka zawsze sprawiała mi największą frajdę, a śpiewam odkąd pamiętam. Nie zliczę w ilu szkolnych i pozaszkolnych konkursach wokalnych brałam udział… Uczęszczałam na zajęcia wokalne w miejskim ośrodku kultury. Już jako bardzo młoda dziewczyna co weekend śpiewałam w zespole muzycznym na imprezach okolicznościowych. W ten sposób pracowałam 12 lat – kawał czasu i ogrom ciężkiej pracy.
W przeciągu tych lat rozwinęłam warsztat wokalny, nabrałam pewności siebie i zjeździłam całą Polskę – to bardzo cenne doświadczenie.

Po latach śpiewania do przysłowiowego kotleta (mimo, iż kochałam to robić!) ogarnęło mnie wypalenie. Grania co tydzień, zajęte weekendy, nieprzespane noce, a od poniedziałku do piątku szkoła/studia/praca – i tak w kółko. Poczułam, że to już mnie nie rozwija. Stałam w miejscu, dlatego zakończyłam ten etap.

Dlaczego śpiewanie?

Śpiew był dla mnie najbardziej dostępny, a przede wszystkim najbliższy sercu. Kiedyś za dzieciaka dostałam keyboard, później gitarę klasyczną. Miałam również bardzo krótki epizod z saksofonem altowym. Gry na instrumentach uczyłam się sama. Instrumenty pomagały mi w tworzeniu swoich pierwszych tekstów i utworów. Grywałam na własny użytek, zupełnie amatorsko. Mimo wszystko to właśnie śpiew (na każdym etapie życia) był dla mnie największą pasją i ukojeniem. Śpiewanie mnie napędzało. Śpiewanie umożliwiało mi doświadczać 500 razy mocniej. Śpiewanie – po prostu!

Dlaczego zdecydowałaś się wziąć udział w tym projekcie?

To chyba takie małe przeznaczenie. Po latach zarobkowego coverowania zrobiłam sobie dłuższą przerwę od śpiewania – w tamtej chwili bardzo potrzebowałam wyciszenia. Kiedy już nabrałam dystansu… zaczęłam tęsknić. W czasie wolnym coraz częściej śpiewałam. Wróciłam do pisania tekstów. Wznowiłam również występy publiczne i pewnego dnia… wszystko zaczęło się od Adama, który zaczepił mnie tuż po moim recitalu na WOŚPie w Lubomierzu (The One Ahead grali wtedy jako gwiazda wieczoru). Powiedział, że szukają osoby do backing vocals na swoją nową płytę – to było właśnie to, czego w tamtej chwili podświadomie szukałam! Bardzo szybko poczułam, że muzyka The One Ahead to mój vibe. Później chłopaki zaproponowali mi gościnny występ na koncercie we Lwówku Śląskim, a następnie współpracę na stałe – no i tak już zostałam :-).

Jakie jest twoje największe marzenie związane z muzyka?

Myślę, że właśnie zaczęłam je spełniać. Możliwość uczestniczenia w tworzeniu i wykonywaniu autorskich utworów razem z utalentowanymi ludźmi – to jest to!

Masz jakichś ulubionych wykonawców czy to się zmienia w czasie?

Pierwsza poważna obsesja muzyczna to The Doors i Pink Floyd – oba nigdy nie zejdą z mojego osobistego afisza. Jednak absolutnie nie zamykam się na konkretne style. Słucham różnych artystów – tych popularnych, jak i tych mało znanych.

Jeśli chodzi o top wokalistów: monumentalna Aretha Franklin, inspirujący Freddie Mercury, doskonały Frank Sinatra, wzruszająca Eva Cassidy, specyficzna Björk, soulowy Stevie Wonder. Z polskich mogę wymienić Czesława Niemena oraz Natalię Przybysz i jej niedoskonały piach w głosie.

Tekściarskie top trio: Bob Dylan, Grzegorz Ciechowski, Agnieszka Osiecka.

Co ci się bardziej podoba: granie koncertów czy praca w studiu?

Live jest bliższy memu sercu! Uwielbiam żywy organizm, jakim jest koncert – każdy występ to niepowtarzalna wymiana niesamowitych ładunków emocji między nami a publicznością! W koncertach kocham też ich unikalność.

Studio natomiast to żmudna praca. Nagrania wymagają sporej cierpliwości. Jednak kiedy już słyszymy finalny efekt – uwierzcie, że nie ma większej radości i satysfakcji!

Co z twojego punktu widzenia was łączy a co was dzieli?

Nie będę odkrywcza – dzieli nas wiek i odmienne doświadczenia. Różnimy się też charakterami – jednak krąży wokół nas jakiś wspólny mianownik, dzięki któremu już od pierwszego spotkania z chłopakami poczułam swobodę i komfort. Niewątpliwie mamy wspólną pasję. Łączy nas również duża chęć doskonalenia się w graniu i śpiewaniu.